O sztucznej inteligencji, ludzkiej ambicji i naszej zadziwiającej skłonności do wyważania drzwi, które od dawna stoją otworem.
Wczoraj podczas rodzinnego spotkania z okazji urodzin mojej mamy, rozmawiałam z bratem o sztucznej inteligencji, co samo w sobie nie jest szczególnie zaskakujące, ponieważ ostatnio rozmawiam o niej z taką częstotliwością, że zaczynam podejrzewać, iż część rodziny będzie wkrótce sprawdzać listę gości, zanim zdecyduje się przyjąć zaproszenie.
Mój brat, człowiek wyjątkowo bystry, ciekawy świata i obdarzony podobną do mojej niezdolnością do uznania, że w pewnym wieku wypadałoby już przestać się uczyć, zwrócił mi uwagę na coś, co początkowo wydało mi się oczywiste, ale po chwili zrozumiałam, że choć od miesięcy intensywnie korzystam ze sztucznej inteligencji, nigdy nie patrzyłam na nią z tej perspektywy. A przecież to może być jedna z najważniejszych konsekwencji jej upowszechnienia.
Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, że sztuczna inteligencja pozwala nam szybciej wykonywać pewne czynności, ale o to, że coraz częściej pozwala nam w ogóle ich nie wykonywać, ponieważ ktoś inny zrobił je już przed nami. I nie mam tutaj na myśli pisania maili, przygotowywania prezentacji czy generowania obrazków, które, jak wiadomo, dla części społeczeństwa stanowią ostateczny dowód na to, że cywilizacja właśnie chyli się ku upadkowi. Mam na myśli coś znacznie poważniejszego.
Przez tysiące lat rozwój ludzkości odbywał się w sposób, który z dzisiejszej perspektywy można uznać za zadziwiająco nieefektywny, ponieważ ludzie żyjący w różnych częściach świata, często niemający pojęcia o swoim wzajemnym istnieniu, dochodzili do podobnych wniosków, opracowywali podobne rozwiązania i popełniali podobne błędy, nie dlatego, że byli szczególnie uparci, ale dlatego, że nie mieli dostępu do wiedzy, którą ktoś inny zdążył już zdobyć.
Oczywiście wraz z rozwojem pisma, druku, nauki, bibliotek, a później internetu sytuacja zaczęła się zmieniać, ale nawet dzisiaj samo istnienie informacji nie oznacza jeszcze, że potrafimy do niej dotrzeć, zrozumieć ją i zastosować we właściwym momencie. Możemy przecież spędzić kilka miesięcy na rozwiązywaniu problemu, z którym ktoś po drugiej stronie świata poradził sobie dziesięć lat temu, tylko dlatego, że nie wiemy, czego właściwie powinniśmy szukać. I właśnie w tym miejscu pojawia się sztuczna inteligencja, która, choć nie jest ani nieomylna, ani wszechwiedząca, daje nam możliwość znacznie szybszego docierania do istniejących rozwiązań, łączenia informacji z różnych dziedzin i wykorzystywania doświadczeń ludzi, których prawdopodobnie nigdy nie spotkamy. Zaczęłam się wtedy zastanawiać nad czymś jeszcze.
Przeciętne ludzkie życie trwa mniej więcej osiemdziesiąt lat, z czego przez pierwsze kilkanaście uczymy się podstaw funkcjonowania w świecie, przez kolejne próbujemy zrozumieć, kim właściwie jesteśmy i co chcielibyśmy robić, a kiedy wreszcie zaczynamy mieć jakieś sensowne pojęcie o jednym i drugim, okazuje się, że czasu pozostało nam zdecydowanie mniej, niż początkowo zakładaliśmy. Nie jest to szczególnie optymistyczna konstrukcja, zwłaszcza kiedy człowiek przekroczył pięćdziesiątkę i odkrywa, że jego ciekawość świata nie tylko nie zmalała, ale wręcz zaczęła rozwijać się w tempie, za którym kalendarz wyraźnie nie nadąża. A przecież ogromną część tego ograniczonego czasu poświęcamy na dochodzenie do rzeczy, do których inni ludzie doszli już wcześniej.
Uczymy się metodą prób i błędów, tworzymy rozwiązania, które już istnieją, powtarzamy cudze pomyłki, a następnie z pewną satysfakcją ogłaszamy, że zdobyliśmy bezcenne doświadczenie, chociaż być może wystarczyłoby wcześniej zapytać kogoś, kto zdążył już przez to przejść. Oczywiście doświadczenie ma swoją wartość i nie każdą drogę da się skrócić, ale trudno nie zauważyć, że ludzkość ma wyjątkowy talent do traktowania zbędnego wysiłku jako dowodu własnej szlachetności. Jakby rozwiązanie problemu było tym bardziej wartościowe, im więcej czasu, nerwów i niepotrzebnych komplikacji kosztowało nas dojście do odpowiedzi.
Tymczasem wyobraźmy sobie, że zamiast rozpoczynać każdą drogę od początku, moglibyśmy przejmować pałeczkę dokładnie w tym miejscu, w którym ktoś inny zakończył swój bieg. Że wiedza zdobyta przez jednego człowieka nie pozostaje zamknięta w granicach jego życia, środowiska zawodowego czy geograficznego, ale staje się punktem wyjścia dla kolejnego, który nie musi już poświęcać dziesięciu lat na dojście do tych samych wniosków, tylko może wykorzystać te dziesięć lat na zrobienie następnego kroku.
Bo największą wartością sztucznej inteligencji może się ostatecznie okazać nie to, ile pracy wykona za nas, ale ile naszego życia pozwoli nam odzyskać. I tutaj dochodzimy do kwestii, która wydaje mi się szczególnie interesująca w kontekście wszystkich dyskusji o tym, czy korzystanie ze sztucznej inteligencji nie prowadzi przypadkiem do intelektualnego lenistwa. Zawsze zastanawia mnie bowiem, dlaczego tak chętnie utożsamiamy samodzielność myślenia z koniecznością samodzielnego wykonywania każdej czynności, jakby człowiek korzystający z dorobku innych automatycznie tracił prawo do własnych osiągnięć.
Nie przypominam sobie, żebyśmy zarzucali matematykom brak intelektualnej uczciwości dlatego, że nie udowadniają od nowa wszystkich twierdzeń przed rozpoczęciem pracy, albo lekarzom, że korzystają z wiedzy wypracowanej przez poprzednie pokolenia, zamiast osobiście odkrywać anatomię człowieka. Ale kiedy podobny mechanizm zaczyna działać dzięki sztucznej inteligencji, nagle pojawiają się głosy, że prawdziwa wartość polega na robieniu wszystkiego samemu. Najlepiej od początku, bez pomocy i możliwie długo, bo wtedy przynajmniej nikt nie będzie mógł zarzucić nam, że poszliśmy na łatwiznę. Tyle że ja nie jestem przekonana, czy rozwój cywilizacji powinien polegać na udowadnianiu, jak bardzo potrafimy się zmęczyć.
Nie oznacza to oczywiście, że każdą odpowiedź wygenerowaną przez sztuczną inteligencję należy przyjmować bezkrytycznie, ponieważ narzędzia te potrafią się mylić, upraszczać rzeczywistość, a czasem z imponującą pewnością siebie przedstawiać informacje, które z prawdą mają dość luźny związek.
Tym bardziej potrzebujemy wiedzy, doświadczenia i krytycznego myślenia, żeby odróżnić rzeczywiście wartościowe rozwiązanie od elegancko sformułowanej bzdury ale to nie zmienia faktu, że po raz pierwszy na taką skalę zyskujemy narzędzie, które może pomagać nam nie tylko zdobywać wiedzę, lecz także odnajdywać związki pomiędzy informacjami, których samodzielne połączenie wymagałoby ogromnej ilości czasu. I być może właśnie tutaj kryje się prawdziwa rewolucja. Nie w zastąpieniu człowieka przez maszynę, ale w stworzeniu człowiekowi możliwości rozpoczęcia pracy w miejscu, do którego wcześniej musiałby dochodzić przez znaczną część swojego życia.
Kiedy wróciłam myślami do rozmowy z bratem, uświadomiłam sobie, że dotychczas traktowałam sztuczną inteligencję przede wszystkim jako narzędzie zwiększające moje indywidualne możliwości, pozwalające mi robić więcej, szybciej i często w obszarach, do których jeszcze niedawno nie miałam dostępu. Tymczasem on zwrócił mi uwagę na coś znacznie szerszego, czyli na możliwość przyspieszenia rozwoju nie pojedynczego człowieka, ale całych pokoleń, które zamiast nieustannie powtarzać drogę swoich poprzedników, mogą coraz częściej rozpoczynać własną dokładnie tam, gdzie tamci się zatrzymali. I pomyślałam na sobie, że w całej tej dyskusji o sztucznej inteligencji, w której jedni widzą koniec świata, a drudzy rozwiązanie wszystkich jego problemów, wyjątkowo rzadko rozmawiamy o tym, co jest przecież naszym najbardziej ograniczonym zasobem.
O czasie.
Bo o ile wiedzę możemy przekazywać, doświadczenia gromadzić, a rozwiązania udoskonalać, o tyle żadna technologia nie sprawi, że dostaniemy dodatkowe trzydzieści lat życia tylko dlatego, że akurat zaczęliśmy rozumieć, jak wiele rzeczy chcielibyśmy jeszcze zrobić. Możemy jednak sprawić, że nie będziemy musieli marnować tych, które mamy, na nieustanne odkrywanie tego samego. Dlatego, kiedy po raz kolejny słyszę, że sztuczna inteligencja odbiera ludziom zdolność samodzielnego myślenia, zastanawiam się, czy przypadkiem nie mylimy samego myślenia z czasem potrzebnym na dotarcie do informacji, bo ja nie chciałabym spędzić reszty życia na udowadnianiu, że potrafię samodzielnie wyważyć drzwi, które ktoś już dawno otworzył.
Wolałabym sprawdzić, co znajduje się za nimi…..
